Jak co dzień, pięć razy w tygodniu, musiałam wstać do, kulturalnie
nazywanej, szkoły. To jedyne, tak bardzo znienawidzone przeze mnie miejsce. Nie
cierpiałam patrzeć na te wszystkie mordy, a już zwłaszcza tych kurewskich
nauczycieli. Mogłam robić wszystko zamiast tego. Niestety wakacje już się
skończyły, a po nich następuje najgorszy miesiąc w roku - wrzesień.
Nie miałam zamiaru użalać się nad życiem, więc od razu, kiedy
otworzyłam oczy, wstałam i poszłam do łazienki. Szykowanie się do szkoły zwykle
nie zajmowało mi dużo czasu. Poranna toaleta, ubranie się i zjedzenie lekkiego
śniadania. Życie jest takie ciekawe.. Moim dzisiejszym zadaniem było jedynie
przetrwać. Nie wiem czy mu podołam. Powracając do rzeczywistości. Przypominając
sobie moje dzisiejsze zamiary, wstałam niechętnie z łóżka, a następnie
przestałam zaspane oczy. Wlokąc się po pokoju w końcu dotarłam do łazienki obok.
Pierwsze co, to weszłam pod prysznic, bo przecież zimny prysznic rano zawsze
dobrze działa. No przynajmniej mi się tak zdawało. Kiedy już zakończyłam
kąpiel, wybrałam się nad umywalkę. Pomalowałam lekko rzęsy, bo nie lubiłam mieć
tonę tapety na ryju. Tusz mi w zupełności wystarczał. Nigdy nie byłam, nie
jestem i nie będę plastikiem. Ta opcja jest na zawsze wykluczona z mojego,
jakże wspaniałego, życia.
- Abby ! Pośpiesz się - usłyszałam głos mojej ciotki z dołu.
- Już idę. Nie drzyj mordy - powiedziałam ostatnie słowa mamrocząc
pod nosem.
Kiedy już byłam gotowa, zbiegłam po drewnianych schodach do
kuchni.
- Co jedliście ? - zapytałam zwracając się do brata.
- Omlety - odpowiedziała moja ciotka.
- Pytałam się Tyler'a.
- A ja ci odpowiedziałam - odpowiedziała odwracając się do mnie
plecami.
Mimo, że była starą jędzą po czterdziestce i tak byłam jej za
wszystko wdzięczna. Bo gdyby nie ona, pewnie siedziałabym teraz w
sierocińcu.
- Jedziemy ? - spytał się mój młodszy o 8 lat brat.
- Tak. Zabierajcie plecaki i do samochodu.
Słysząc te słowa wzięłam jabłko w rękę, aby nie głodować cały
dzień. Ubrałam się już wcześniej, więc nic więcej mi nie zostało, jak tylko
czekać aż reszta się wygramoli.
Kiedy już byli gotowi wzięłam plecak i ruszyłam w stronę
dużego,czarnego auta. Mieszkałam niedaleko szkoły, więc droga zajęłam nam
niecałe dziesięć minut. Niestety, tylko dziesięć minut. Z jednej strony chciałabym
mieszkać na końcu miasta, bo dłużej dojeżdżałabym do szkoły, a z drugiej strony
nie wytrzymałabym tyle w jednym samochodzie z tą babą. Próbowała nieudolnie
zastąpić mi matkę. Nie udaje jej się to niestety albo i może stety.
Kiedy wysiadłam już przed szkoła, popatrzyłam chwilę na budynek i
dopiero wtedy naprawdę zdałam sobie sprawę jak bardzo jej nienawidzę. Już z
daleka widziałam te przebrzydłe mordy, za którymi tak bardzo tęskniłam. Nie
miałam tu przyjaciół z bardzo wielu powodów. Jednym z najważniejszych
przykładów jest : nie potrzebowałam ich. Nawet jeśli przyjaźniłabym się jedną z
tych dziwek, to nie zmieniłoby niczego. Obgadywałaby mnie za moimi plecami.
Taka prawdziwa przyjaźń. Nawet jeśli chciałabym mieć teraz przyjaciela to nie
mogłabym. Przez te wszystkie lata zdążyłam już wyrobić sobie opinię. Ludzie się
mnie bali, tak samo jak nauczyciele. Plusy są takie, że nikt nie stoi mi na
drodze i nikt na mnie nic nie gada. Oczywiście znalazło się kilka osób, ale
pożałowali tego. Teraz kiedy mnie widzą srają w gacie i uciekają na drugi
koniec szkoły. Żałosne.
- Co mam pierwsze ? - mruknęłam pod nosem spoglądając na nowy plan
lekcji - Matma. Szlag.
Kiedy udałam się powolnym krokiem pod salę matematyczną,
zauważyłam zamknięte drzwi. Oznaczało to, że wszyscy już weszli. Szczerze
to nie obchodziło mnie to za bardzo. Pewnym krokiem ruszyłam przed siebie.
- Proszę, proszę. Panna Abby raczyła pojawić się na zajęciach
lekcji matematyki.
- Aplauz proszę – kpiłam.
- Gratuluję. Właśnie zarobiłaś sobie uwagą – powiedziała
matematyczka otwierając dziennik.
- Zajebiście – wymamrotałam pod nosem idąc w stronę ławki.
***
Lekcje jak zwykle minęły mi bardzo wolna, a o chemii to już nie wspomnę. Miałam wrażenie jakby trwała wieki. Może zacznijmy od tego, że nienawidzę chemii. Zresztą pewnie zadajecie sobie teraz pytanie ' a co ty lubisz ? '. Odpowiedzieć jest prosta. Niczego nie lubię, a najchętniej zeszłabym z tego świata. I tak by nikt nie tęsknił, a nawet zauważył. Mam nadzieję, że za parę lat już mnie tu nie będzie.
Hej :) To mój pierwszy rozdział i mam nadzieję, że spodobał wam się. Proszę was o szczere komentarze xx. do następnego
BOŻE ŚWIETNE <3 NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ KOLEJNEGO ROZDZIAŁU <3
OdpowiedzUsuńojej bardzo miło mi to słyszeć. Postaram się dodać jak najszybciej :)
UsuńTo na razie dopiero pierwszy rozdział, ale już widzę, że będzie ciekawie. Czekam na kolejny. :)
OdpowiedzUsuńkiedy 2 rozdział ????
OdpowiedzUsuńjeszcze nie planowałam, bo ciągle piszę. Jak będe na laptopie mogę dodać cię do informowanych :)
UsuńRozdział genialny, już mnie wciągnęłaś :) Mam nadzieję, że niedługo dodasz kolejny, w którym pojawią się Janoskians :D Jeszcze taka mała prośba - czy mogłabyś informować mnie na twitter'ze o nn? Byłabym wdzięczna. Czekam na rozdział 2 :*
OdpowiedzUsuń@Epic40713354 <3
co do informowania to nie ma problemu. Rozdział postaram dodać się jak najszybciej. Jeśli będe miała chwile jutro to wejde a jeśli nie to w poniedziałek. Dziękuję bardzo za miłe słowa. Bardzo dużo dla mnie znaczą :)
Usuńczy w tym opowiadaniu pojawi się Janoskians ?
OdpowiedzUsuńhmm myślę że gdyby się tu nie pojawili, nie byłoby to opowiadanie o nich ;) nie ma ich w pierwszym rozdziale, bo chciałam przedstawić wam główną bohaterke. W następnym już się pojawią :)
Usuń