piątek, 4 października 2013

Rozdział Pierwszy

Jak co dzień, pięć razy w tygodniu, musiałam wstać do, kulturalnie nazywanej, szkoły. To jedyne, tak bardzo znienawidzone przeze mnie miejsce. Nie cierpiałam patrzeć na te wszystkie mordy, a już zwłaszcza tych kurewskich nauczycieli. Mogłam robić wszystko zamiast tego. Niestety wakacje już się skończyły, a po nich następuje najgorszy miesiąc w roku - wrzesień. 
Nie miałam zamiaru użalać się nad życiem, więc od razu, kiedy otworzyłam oczy, wstałam i poszłam do łazienki. Szykowanie się do szkoły zwykle nie zajmowało mi dużo czasu. Poranna toaleta, ubranie się i zjedzenie lekkiego śniadania. Życie jest takie ciekawe.. Moim dzisiejszym zadaniem było jedynie przetrwać. Nie wiem czy mu podołam. Powracając do rzeczywistości. Przypominając sobie moje dzisiejsze zamiary, wstałam niechętnie z łóżka, a następnie przestałam zaspane oczy. Wlokąc się po pokoju w końcu dotarłam do łazienki obok. Pierwsze co, to weszłam pod prysznic, bo przecież zimny prysznic rano zawsze dobrze działa. No przynajmniej mi się tak zdawało. Kiedy już zakończyłam kąpiel, wybrałam się nad umywalkę. Pomalowałam lekko rzęsy, bo nie lubiłam mieć tonę tapety na ryju. Tusz mi w zupełności wystarczał. Nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę plastikiem. Ta opcja jest na zawsze wykluczona z mojego, jakże wspaniałego, życia.
- Abby ! Pośpiesz się - usłyszałam głos mojej ciotki z dołu.
- Już idę. Nie drzyj mordy - powiedziałam ostatnie słowa mamrocząc pod nosem.
Kiedy już byłam gotowa, zbiegłam po drewnianych schodach do kuchni.
- Co jedliście ? - zapytałam zwracając się do brata.
- Omlety - odpowiedziała moja ciotka.
- Pytałam się Tyler'a.
- A ja ci odpowiedziałam - odpowiedziała odwracając się do mnie plecami.
Mimo, że była starą jędzą po czterdziestce i tak byłam jej za wszystko wdzięczna. Bo gdyby nie ona, pewnie siedziałabym teraz w sierocińcu. 
- Jedziemy ? - spytał się mój młodszy o 8 lat brat.
- Tak. Zabierajcie plecaki i do samochodu.
Słysząc te słowa wzięłam jabłko w rękę, aby nie głodować cały dzień. Ubrałam się już wcześniej, więc nic więcej mi nie zostało, jak tylko czekać aż reszta się wygramoli. 
Kiedy już byli gotowi wzięłam plecak i ruszyłam w stronę dużego,czarnego auta. Mieszkałam niedaleko szkoły, więc droga zajęłam nam niecałe dziesięć minut. Niestety, tylko dziesięć minut. Z jednej strony chciałabym mieszkać na końcu miasta, bo dłużej dojeżdżałabym do szkoły, a z drugiej strony nie wytrzymałabym tyle w jednym samochodzie z tą babą. Próbowała nieudolnie zastąpić mi matkę. Nie udaje jej się to niestety albo i może stety. 
Kiedy wysiadłam już przed szkoła, popatrzyłam chwilę na budynek i dopiero wtedy naprawdę zdałam sobie sprawę jak bardzo jej nienawidzę. Już z daleka widziałam te przebrzydłe mordy, za którymi tak bardzo tęskniłam. Nie miałam tu przyjaciół z bardzo wielu powodów. Jednym z najważniejszych przykładów jest : nie potrzebowałam ich. Nawet jeśli przyjaźniłabym się jedną z tych dziwek, to nie zmieniłoby niczego. Obgadywałaby mnie za moimi plecami. Taka prawdziwa przyjaźń. Nawet jeśli chciałabym mieć teraz przyjaciela to nie mogłabym. Przez te wszystkie lata zdążyłam już wyrobić sobie opinię. Ludzie się mnie bali, tak samo jak nauczyciele. Plusy są takie, że nikt nie stoi mi na drodze i nikt na mnie nic nie gada. Oczywiście znalazło się kilka osób, ale pożałowali tego. Teraz kiedy mnie widzą srają w gacie i uciekają  na drugi koniec szkoły. Żałosne.
- Co mam pierwsze ? - mruknęłam pod nosem spoglądając na nowy plan lekcji - Matma. Szlag.
Kiedy udałam się powolnym krokiem pod salę matematyczną, zauważyłam zamknięte drzwi. Oznaczało to, że wszyscy już weszli. Szczerze to nie obchodziło mnie to za bardzo. Pewnym krokiem ruszyłam przed siebie.
- Proszę, proszę. Panna Abby raczyła pojawić się na zajęciach lekcji matematyki.
- Aplauz proszę – kpiłam.
- Gratuluję. Właśnie zarobiłaś sobie uwagą – powiedziała matematyczka  otwierając dziennik.
- Zajebiście – wymamrotałam pod nosem idąc w stronę ławki.

***

Lekcje jak zwykle minęły mi bardzo wolna, a o chemii to już nie wspomnę. Miałam wrażenie jakby trwała wieki. Może zacznijmy od tego, że nienawidzę chemii. Zresztą pewnie zadajecie sobie teraz pytanie ' a co ty lubisz ? '. Odpowiedzieć jest prosta. Niczego nie lubię, a najchętniej zeszłabym z tego świata. I tak by nikt nie tęsknił, a nawet zauważył. Mam nadzieję, że za parę lat już mnie tu nie będzie.



Hej :) To mój pierwszy rozdział i mam nadzieję, że spodobał wam się. Proszę was o szczere komentarze xx. do następnego

9 komentarzy:

  1. BOŻE ŚWIETNE <3 NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ KOLEJNEGO ROZDZIAŁU <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej bardzo miło mi to słyszeć. Postaram się dodać jak najszybciej :)

      Usuń
  2. To na razie dopiero pierwszy rozdział, ale już widzę, że będzie ciekawie. Czekam na kolejny. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. jeszcze nie planowałam, bo ciągle piszę. Jak będe na laptopie mogę dodać cię do informowanych :)

      Usuń
  4. Rozdział genialny, już mnie wciągnęłaś :) Mam nadzieję, że niedługo dodasz kolejny, w którym pojawią się Janoskians :D Jeszcze taka mała prośba - czy mogłabyś informować mnie na twitter'ze o nn? Byłabym wdzięczna. Czekam na rozdział 2 :*
    @Epic40713354 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do informowania to nie ma problemu. Rozdział postaram dodać się jak najszybciej. Jeśli będe miała chwile jutro to wejde a jeśli nie to w poniedziałek. Dziękuję bardzo za miłe słowa. Bardzo dużo dla mnie znaczą :)

      Usuń
  5. czy w tym opowiadaniu pojawi się Janoskians ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm myślę że gdyby się tu nie pojawili, nie byłoby to opowiadanie o nich ;) nie ma ich w pierwszym rozdziale, bo chciałam przedstawić wam główną bohaterke. W następnym już się pojawią :)

      Usuń